Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boliwia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boliwia. Pokaż wszystkie posty

11 sty 2014

O Boliwii słów kilka

TRANSPORT

W Boliwii muszą być jedne z najtrwalszych samochodów, autobusów i wszelkich pojazdów na świecie... Na tych wertepach mało który samochód by wytrzymał. A jedynie 5% dróg jest tu wyasfaltowanych.
Kierowcy jeżdżą jak szaleni - ale to muszą być też jedni z najlepszych kierowców na świecie, bo mało który kierowca byłby w stanie jechać kilkanaście godzin na polnej drodze, tuż nad urwiskiem, mając świadomość tego, że każdy napotkany samochód, jadący z naprzeciwka, to niemalże przygoda, bo oboje się tutaj nie zmieszczą...

10 sty 2014

Chacaltaya (ok. 5450 m n.p.m.!) i Dolina Księżycowa

[05-06.01.2014]

Ożesz w mordę... Najpierw pojawiło się dziwne echo w uszach, powtarzające głucho dźwięk ocierającego się rękawa kurtki o tułów. Po kilku kolejnych, ciężkich krokach - mroczki przed oczami! Tysiące malutkich, wirujących gwiazdeczek albo świetlików! Ale jazda :D

Kolejne kilka kroków - oddech ciężki, delikatne kłucie w płucach, lekkie zawroty głowy...

Cóż - soroche. W końcu mnie dopadło. Zresztą trudno się dziwić, ostatnimi czasy skaczę, jak głupia po tych wysokościach, a ostatnie 3 dni spędziłam przecież niewiele ponad 2000 m n.pm., a teraz włażę na górę, która ma prawie 3 razy więcej...

9 sty 2014

Sorata

Copacabana, 01.01.2014, wieczór. Siedzę na parterze w hostelu - tylko tutaj mam zasięg wi-fi. Nadrabiam trochę bloga i cały czas zastanawiam się, co ze sobą zrobić następnego dnia...

W którymś momencie słyszę coś w rodzaju:
-Ale ja już zjadłam chipsy i głodna nie jestem. 

Cóż, jeśli nie wpadłybyśmy na siebie w La Paz, to zapewne nastąpiłoby to tutaj :) Agata z Moniką miały w planach 1-dniową wycieczkę na Isla del Sol następnego dnia, a potem zamierzały jechać do Cusco. Gdy się zakwaterowały, poszłyśmy na kolację i w końcu było więcej czasu, by porozmawiać.

7 sty 2014

Aventura en el Isla del Sol - Przygoda na Wyspie Słońca (bez słońca...)

Pisząc te słowa siedzę na plaży na Wyspie Słońca na Jeziorze Titicaca. Jest pochmurno, nieco chłodno, słońca brak. Ale i tak pięknie :)

Woda delikatnie uderza o brzeg, siedzę na uboczu, więc dochodzą mnie tylko przytłumione odgłosy rozmów, nawoływań. Kilkanaście metrów ode mnie buczy byk...

.

6 sty 2014

La Paz - stolica Boliwii

W samym La Paz i okolicy siedzę już chyba od dwóch tygodni... Tutaj naprawdę jest co robić :) 
Pisałam już o Muela del Diablo na przedmieściach (Zębach Diabła), o Tiwanaku (ruinach inkaskiego obserwatorium astrologicznego i centrum rytualnego) położonym ok. 70 km stąd, o Camino Takesi - starym inkaskim szlaku schodzącym z Kordyliery Królewskiej do "przedgórza" Yungas, Camino de la Muerte - Drodze Śmierci (wspominałam, że rocznie ginęło tu ponad sto osób?) - czas w końcu na samo miasto!

5 sty 2014

Komentarze + fotki (Uyuni, Camino Takesi)

Uświadomiono mi dziś, że nie każdy może komentarze na blogu umieszczać... Zmieniłam już to w ustawieniach - teraz wystarczy w wyborze profilu ustawić "Anonimowy". Tylko podpisujcie się :)
Dobrze wiedzieć, że te wypociny czytaja życzliwi mi ludzie ;)

Fotki!

4 sty 2014

Camino de la Muerte - Droga Śmierci (na rowerze w trampkach :D)


W związku z tym, że ortopeda zalecił jazdę na rowerze w ramach rehabilitacji moich rzepek, postanowiłam tym razem zastosować się do jego wytycznych. (To, że na Camino de la Muerte, Death Road, na Drodze Śmierci, głównie używa się rąk - do hamowania -  to już inna rzecz :P).

Dzień wcześniej jakoś niezbyt długo dałam się przekonywać. O tej drodze słyszałam już wcześniej, a gdy jeszcze teraz zobaczyłam rower i ekwipunek... :) Co prawda, przewodnik Bezdroży twierdzi, że droga ta jest przeznaczona wyłącznie dla profesjonalistów o żelaznych nerwach, ale w agencji turystycznej powiedziano mi, że nie trzeba być jakimś specjalistą w jeździe rowerem po górach, żeby tę trasę przejechać.
Agencja nazywała się No Fear Adventure :D

2 sty 2014

Camino Takesi - trekking prekolumbijskim szlakiem inkaskim

- Jedziesz sama? Ale tam zdarzają się ataki złych ludzi z pistoletami!
-......
Tak przywitał mnie kierowca kamionety, gdy powiedziałam, że chcę jechać do Ventilla i stamtąd iść Camino Takesi. W informacji turystycznej mówili, że bezpiecznie. W agencji turystycznej mówili, że bezpiecznie. No to kogo ja mam słuchać? Fakt - w moim przewodniku jak byk widnieje informacja, żeby absolutnie nie iść tym szlakiem samotnie, bo zdarzały się napady z bronią, ale mój przewodnik jest z 2009 roku, więc sporo informacji jest nieaktualnych... :P

W każdym razie - że tak powiem - za późno na jakiekolwiek rozważania. Jadę! :D

29 gru 2013

Święta włóczęgi

[24.12.2013]

W innym czasie, ale w tym samym momencie...

INDIE, godz. 21.38

Trzecia z kolei córka i siostra zapewne myśli już o pasterce. Tegoroczne Boże Narodzenie spędza w gronie współpracowników, znajomych (być może już przyjaciół) i narzeczonego. Kilka godzin wcześniej wspólnie zasiedli do stołu, na którym wylądowały dość egzotyczne potrawy, ale dam głowę, że europejski i polski akcent też się na nim pojawił. 
Ale tak naprawdę liczy się to, że prócz ciepła unoszącego się w indyjskim powietrzu, ciepło bije też od tych, z którymi ten czas spędza...


POLSKA, godz. 17.08

26 gru 2013

Uyuni - pustynia solna, pustynie piaskowe, wulkany, gejzery...

[18-21.12.2013]

Odwiedzenie okolic Uyuni jest w zasadzie koniecznością, jeśli jest się w Boliwii. Same miasteczko nie oferuje zbyt wiele, ale jest bazą wypadową w miejsca, które na baaardzo długo pozostają w pamięci. Na względnie niewielkiej przestrzeni można zobaczyć tu najróżniejsze ekosystemy, krajobrazy, rośliny, zwierzęta...

W Uyuni jest masa różych agencji turystycznych, które organizują wycieczki 1-4 dniowe. Najbardziej popularna jest chyba 3-dniowa i ja też na taką się zdecydowałam. Wycieczki odbywają się dżipami, 6 osób + kierowca, cena zawiera transport, jedzenie, kierowcę-przewodnika (nie zawiera wstępów). Niestety agencja, na którą natrafiłam, okazała się być, że tak powiem, dość dupna... Najpierw wyjazd był opóźniony o godzinę, prawdopodobnie dlatego, że pozostałe osoby w moim dżipie zapisały się chwilę przed wyjazdem, więc najprawdopodobniej kierowca był dopiero co ściągany.

24 gru 2013

Plany świąteczne

Porozwieszane w każdym kolejnym odwiedzanym przeze mnie mieście kable z lampkami, świecidełkami, bombkami, Mikołajami, reniferami itd., stoiska ze specjalnym, świątecznym ciastem, stragany z Jezuskami różnej wielkości i innymi akcesoriami do budowania szopek, wzmożony ruch w sklepach z chińską sztuką ludową - to wszystko wskazuje na to, że jednak, mimo ciepła i braku śniegu, Święta się zbliżają...

23 gru 2013

Potosi - w Królestwie Diabła

A Diabła można tu spotkać pod wieloma postaciami...

[15-17.XII]

CERRO RICO DE POTOSI - GÓRA, O KTÓREJ LOSACH DECYDUJE DIABEŁ

Siedzimy w półmroku: Willy - przewodnik, Alejandro - górnik, Benito z olbrzymim fallusem na wierzchu... i ja, i pomału przeżuwamy liście koki. Od powierzchni ziemi dzieli nas około 600 metrów w poziomie, kilkaset metrów w pionie i kilkanaście stopni różnicy w temperaturze - tutaj jest cieplej. Jedyne światło, jakim dysponujemy, to latarki zamontowane na naszych kaskach.

19 gru 2013

Niedzielny targ w Tarabuco

Miało być bardzo tradycyjnie, ciekawie, dużo folkloru, muzyki, tańców, sporo rzeczy miało się dziać...

18 gru 2013

Andyjski survival w Diablim Gardle

Opowieść ta będzie długa... i chyba powinnam ją zacząć: osoby o słabych nerwach proszone są o opuszczenie tej strony :)

Bo tak w ogóle, to słowa "mam zamiar się zgubić" 3 posty temu były naprawdę pisane jedynie na przekór...

16 gru 2013

Coraz wyżej, coraz zimniej...

SANTA CRUZ, 416 m n.p.m., 25-40 stopni

SAMAIPATA, 1650 m n.p.m, 20-35 stopni
(Do Babiej jeszcze trochę brakuje :)

"W Samaipacie i jej okolicach występuje groźna tropikalna choroba, zwana chorobą Chagasa - roznoszona przez vinchucas - owady z rodzaju zajadkowatych (pluskwiaki)" - przypominam sobie fragment z przewodnika.

15 gru 2013

Zdjęcia: San Ignacio, Santa Cruz, Las Lomas de Arena

Wróciłam - o dziwo! - cała :D Nieco podrapana, tu i ówdzie posiniaczona, lekko głodująca... ale za to jaki survival mam na swoim koncie :D

Ale! Idźmy chronologicznie :) Fotki, które dotyczą poprzednich postów:

San Ignacio de Velasco (nadal Chiquitania):
https://plus.google.com/u/0/photos/114482896135643526362/albums/5957247071407339425?authkey=CKGewcvg56_FsQE

Santa Cruz (z rasta amigos):
https://plus.google.com/photos/114482896135643526362/albums/5957385059642950209

Las Lomas de Arena (pustynia):
https://plus.google.com/photos/114482896135643526362/albums/5957392452031628449


11 gru 2013

Rasta Amigos i błądzenie po pustyni


AKT I

Santa Cruz. Godzina 7.30 rano. Ze snu wybudza mnie muzyka Boba Marleya i unoszące się opary marihuany... Słyszę głosy dochodzące z patio - to zapewne Diego i Nico relaksują się od rana przed wyjściem do "pracy". Za chwilę słyszę krzyk: "Marija! Marija!" Zwlekam się z łóżka i wychodzę na balkonik przed moim pokojem. Na patio na dole stoi Diego i śpiewa serenadę w stylu: "Marija, mi amor..."

9 gru 2013

Garść zaległych fotek

Paraty i okolice:
https://plus.google.com/photos/114482896135643526362/albums/5954353955796195057

Sao Paulo:
https://plus.google.com/photos/114482896135643526362/albums/5954367443627745361

Boliwia:
https://plus.google.com/photos/114482896135643526362/albums/5954619191113954561

San Jose de Chiquitos
https://plus.google.com/photos/114482896135643526362/albums/5954623205378467873?authkey=CPeMtJbh_vXvFQ

8 gru 2013

Gdzie czas nabiera innego znaczenia...

Chiquitania składa się głównie z miejsc, w których się utyka... Zazwyczaj co najmniej na kilkanaście godzin, a nierzadko na ponad 20 albo i na 2-3 dni.

Autobus do San Ignacio ponownie robił za samochód dostawczy - nie sądziłam, że na dachu autobusu może być aż tyle miejsca...
(Poniżej nadal pakują dach, w tym prócz kartonów z produktami różnorakimi, np. taczka, prosta kuchenka gazowa, jakieś stelaże.)



7 gru 2013

San Rafael de Velasco

No dobra, bezdroża bezdrożami, ale ja tu dojechałam do San Rafael, kolejnej wioski misyjnej, i plan był taki, żeby obejrzeć kościół i najbliższym autobusem jechać do San Miguel (również kościół Misyjny, UNESCO) i jeszcze najlepiej tego samego dnia dojechać do San Ignacio de Velasco i tam zanocować. Pani w pozostawiającej wiele do życzenia "informacji turystycznej" w San Jose twierdziła, że jeżdżą tutaj lokalne busy, więc nie będzie problemu. A tu przysłowiowa d..a. Następny autobus kolejnego dnia rano. Yhm, no to utknęłam pośrodku Niczego... Jeszcze nie ma południa, zwiedzę kościół w max 20 minut - i co dalej?

Cóż, trza się dostosować i mimowolnie poddać...